W ostatni weekend Marcin Warszawski z „Dziennika Polskiego” (dostępny w województwie małopolskim) przeprowadził ze mną szybki wywiad. Zamieszczam poniżej 🙂

……………………………………………………..

Marcin Warszawski: Na swojej stronie internetowej zamieścił Pan ofertę „mówca do wynajęcia”. Czy to oznacza, że potrafi Pan przekonać każdego?

Dominik: Nigdy bym nie uznał za wiarygodnego, kogoś kto twierdzi, że przekona każdego. Istotą oferty „mówcy do wynajęcia” jest wywarcie określonego wpływu na określoną publiczność. Jeśli składa się ona na przykład ze stu osób, to w wielu sytuacjach, nierealistycznym jest oczekiwanie, że wszyscy będą „przekonani”. Sednem sprawy jest zwiększenie liczby tych przekonanych osób. To trochę tak jak z wyborami – nie trzeba przekonać wszystkich by wygrać, tylko więcej ludzi niż będą w stanie przekonać nasi rywale.

wystąpienia publiczneM.W: Dobry wizerunek to współcześnie podstawa sukcesu w każdym zawodzie?

D: Oczywiście, że nie. Podstawą sukcesu w większości zawodów są konkretne umiejętności związane z wykonywaniem tego zawodu. Dobrze wykreowany wizerunek pomaga tylko je lepiej sprzedać, a to wpływa na wysokość naszych zarobków. Dobry wizerunek może nasz „umiarkowany sukces”, czyli w miarę dobre funkcjonowanie w danym zawodzie, z typowymi dla niego zarobkami, zamienić w „duży sukces”, w którym bierzemy topowe dla naszej branży stawki. Jednak podstawą tego są konkretne, twarde umiejętności. Wizerunek pozwala zmaksymalizować zysk, jaki czerpiemy z ich posiadania.

M.W: Czy nawet najbardziej nieśmiała osoba może stać się wytrawnym mówcą?

D: Tak, choć dla większości ludzi bycie „wytrawnym mówcą” nie jest konieczne. Wystarczy by mówili jasno i przejrzyście, by nie zanudzali i nawiązali kontakt z publicznością. Wystarczy by osiągnęli poziom, który można określić jako „good enough”, czyli poziom „przyzwoity”. Samo to, będzie ich wyróżniać od większości prezenterów, którzy są na poziomie znacznie poniżej tej „przyzwoitości”.

Ale przemawiania na poziomie „mistrzowskim” również każdy może się nauczyć. Tak jak w przypadku innych umiejętności, jest to kwestia odpowiedniego treningu, prowadzonego systematycznie przez odpowiednio długi czas. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech pomyśli o czasie, gdy pierwszy raz usiadł za kierownicą – jak trudna wtedy wydawała się jazda po rondzie. A jednak, kiedy przejdziemy właściwie cały trening, a następnie zdobędziemy trochę praktyki, jeździmy w zasadzie bez świadomego wysiłku, na tzw. „autopilocie”. Podobnie jest z wystąpieniami publicznymi.

M.W: Wymienia Pan sześć sposobów jak zrujnować swój wizerunek w oczach rozmówcy – skoro te błędy są tak oczywiste to dlaczego ludzie wciąż je popełniają?

D: Dobre pytanie! Na przykład dlatego, że ludzie są wciąż karmieni przez media właśnie nieprawidłowymi wzorcami. Płyną one z telewizora i odbiornika radiowego, które dla wielu są jedynym oknem na świat. Proszę włączyć sobie TV i obejrzeć w telewizji debatę polityków. Jeśli tacy ludzie są w mediach przedstawiani jako „elita”, (a są) to nie dziwne, że wiele osób przejmuje takie wzorce. Nie ma w przestrzeni publicznej instytucji, która by stanowiła przeciwwagę dla tego. Instytucji, która by uczyła choćby podstaw skutecznej komunikacji, już nie wspominając o sztuce prezentacji, sprzedania siebie czy występowania publicznego. Na pewno nie jest taką instytucją szkoła.

M.W: Czy, jako specjalista i mówca – praktyk, znalazł Pan złoty środek, który jest lekarstwem na stres?

D: Najważniejszą rzeczą, którą możemy zrobić samodzielnie by zminimalizować stres jest dobre przygotowanie. I dobre przygotowanie nie polega, jak się niektórym wydaje, na wykuciu materiału na pamięć. Dobre przygotowanie polega na dogłębnym i wielowymiarowym przemyśleniu tematu, a także tego, co właściwie chcemy przekazać i po co. Na autentycznym zastanowieniu się, co publiczność ma „wynieść” z prezentacji. Takie podejście do tematu pomaga w osiągnięciu stanu „płynności” podczas przemówienia, stanu podobnego do tego, jaki mamy podczas ciekawej dla nas rozmowy. Ten stan jest przeciwieństwem stresu.

M.W: A co, jeśli już w trakcie mówienia na forum pojawi się kryzys i nagle nieoczekiwanie zamilkniemy?

D: Jeśli mówi Pan o tym, że nagle „straciliśmy wątek” to najważniejsze jest nasze nastawienie. Proponuję, by dążyć do tego, by sytuację prezentacji traktować jako normalną rozmowę. Jak zachowalibyśmy się, gdyby w normalnej rozmowie myśl wyleciała nam z głowy? Pewnie powiedzielibyśmy „myśl wyleciała mi z głowy” i poprosili rozmówcę o przypomnienie, o czym mówiliśmy. I dokładnie to samo możemy zrobić podczas wystąpienia publicznego. By jednak zabrzmiało to naturalnie, wymaga to, jak mówiłem, odpowiedniego podejścia – traktowania całej sytuacji ze spokojem. A ten wypływa też z przygotowania, o którym mówiłem wcześniej.

……………………………………………………..

Wywiad ukazał się w „Dzienniku Polskim” 29.05.2012 i w wersji elektronicznej jest dostępny tutaj.

4.14 avg. rating (85% score) - 7 votes