Wracamy do przeglądu sytuacji, w których ktoś narzucił mediom własne zasady gry. Dzisiaj przeniesiemy się do rzeczywistości marketingu politycznego.

Przypadek drugi.
….Miejsce akcji: świat polityki.
….Czas: codziennie.

Dziennikarze zdobywają informację że poseł partii rządzącej TFU, Jerzy Kłamca dokonywał oszustw podatkowych. News rozprzestrzenia się we wszystkich kolejnych mediach. Partię czekają poważne wizerunkowe kłopoty i spadek notowań. Wygląda na to, że zaczyna się nagonka medialna i działania dziennikarzy mogą naprawdę mocno jej zaszkodzić…

Wtedy inny polityk tej samej partii, Janusz Prowokator podaje informację że prezes partii opozycyjnej FUJ – Jarek Obrażony ma problemy z alkoholem i że on, Prowokator ma na to dowody. Nagle sytuacja się zmienia. Redaktorzy w każdym z mediów myślą „jeśli ja tego nie zamieszczę a konkurencja tak, to tracimy oglądalność” – a oglądalność to reklamy a reklamy to pieniądze. Więc po chwili oskarżenie rzucone przez Prowokatora jest już głównym newsem. Potem partia opozycyjna jeszcze sama strzela sobie w stopę kontynuując historię wykreowaną przez Prowokatora. Zwołuje konferencję prasową na której dementuje plotkę – kolejny news dla mediów. Podaje informacje o tym że Obrażony pozwie Prowokatora do sądu – kolejny news dla mediów. Zwołuje komisję etyki poselskiej – kolejny news dla mediów… Dziennikarze mają pełne ręce roboty, politycy opozycji kipią chęcią zemsty i zrównania Prowokatora z ziemią… I nikt już nawet nie pamięta o pośle Kłamcy i jego machlojkach. Marketerzy partii rządzącej wygrali tę bitwę.

Tę historyjkę wymyśliłem na potrzeby artykułu, ale wszelkie podobieństwa do znanych osób są jak najbardziej zamierzone. Nie chodzi tu jednak o konkretne zdarzenia, ugrupowania czy osoby które aktualnie działają, czy niedawno działały w polityce w naszym kraju. Chodzi o to, na jakich zasadach to działa.

Ta historia ukazuje w jaki sposób marketerzy  partii politycznych kontrolują media (oczywiście nie wszyscy to potrafią..). Kluczowe jest, żeby informacja którą chcemy podać miała tak atrakcyjną formę, by wszystkie media, które nas interesują czuły że „muszą” ją zamieścić. Ważna jest wywołująca emocje historia (może być w postaci pojedynczej sceny), a nie elokwentne i ładnie sformułowane oświadczenia. Oczywiście podobne metody stosuje się nie tylko podczas kryzysów wizerunkowych, ale także na co dzień.

Zauważcie, że działania Phoenix’a o których pisałem w poprzedniej części miały podobny charakter – „opowiedział” on (bardzo realistycznie) historię o swoim upadku, która była dla dziennikarzy pożywką, jak spreparowana owca dla smoka. Tak samo jak Dratewka i tak samo jak marketingowcy naszych polityków, Phoenix wiedział, że dziennikarze ją „połkną”.

W następnym poście z cyklu, omówię przypadek marketingu niskobudżetowego filmu i podsumuję całe zagadnienie „ogrywania” mediów.

5.00 avg. rating (100% score) - 1 vote