Zastanawiałem się ostatnio nad jakością rozmów, które miałem z różnymi osobami. Chciałem określić, co decyduje o tym, że daną rozmowę uznaję za dobrą, a co sprawia, że czuję, że czas spędzony z danym człowiekiem był stracony. Poniżej kilka moich luźno spisanych refleksji.

Let’s agree to disagree.

Jakość naszych rozmówAkceptacja faktu, że mamy różne poglądy na niektóre sprawy, że niektóre (czasem bardzo ważne i fundamentalne) sprawy życiowe widzimy nawet w radykalnie odmienny sposób. Na tych spotkaniach, które uważam za dobre, nie próbowaliśmy się nawzajem przekonać. Spotykamy się, by wymienić się opiniami i przeżyciami, bo sama taka wymiana czyni nas wewnętrznie bogatszymi. Nie mamy potrzeby naciskać drugiej osoby, by widziała sprawy w ten sam sposób co ja – i oboje to wiemy. To daje poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa i komfortu, by się naprawdę otworzyć na drugą osobę i na całkowicie swobodną wymianę myśli.

Z drugiej strony, kiedy czasem spotykałem się z kimś, ktoś bardzo mnie chciał do czegoś przekonać i aż czułem jego nacisk, to miałem czasem wrażenie, że ta osoba chce mnie niejako użyć, wykorzystać  do tego, żeby sobie poprawić samopoczucie, że ona tego potrzebuje do czegoś, może do tego by siebie utwierdzić w tym przekonaniu. Szczerze mówiąc uważam to za obrzydliwe.

Szerokie spektrum tematów.

Z osobami z którymi miałem dobre rozmowy zazwyczaj poruszaliśmy szerokie spektrum tematów. Zdarzało mi się bywać w towarzystwie, gdzie w zasadzie mówiło się tylko o jednym (na przykład tylko o zarabianiu pieniędzy, albo tylko o duchowości), ale te rozmowy były zazwyczaj o wiele niższej jakości od rozmów z osobami ‘szeroko-spektrumowych’. Podoba mi się motto „nic, co ludzkie, nie jest mi obce” i podobne podejście cenię w rozmowach.

Ciemna strona.

Podczas najlepszych rozmów czułem się również na tyle swobodnie, że mogłem mówić o rzeczach negatywnych w moim życiu, czy trudnych emocjach i czułem się z tym komfortowo. Zauważyłem, że niektórzy ludzie mają swego rodzaju pół-histeryczną reakcję na negatywne twierdzenia, na stwierdzenie że coś jest nie tak – dotyczy to chyba szczególnie osób, które jakoś są ukształtowane przez środowisko rozwoju osobistego, są super-pozytywne. Takie reakcje polegają na tym, że po prostu nie dopuszcza się jakichkolwiek twierdzeń negatywnych, jeśli się one pojawiają, to natychmiast się je przykrywa jakimiś pozytywnymi twierdzeniami („będzie dobrze”), interpretuje w pozytywny sposób, albo jakoś inaczej zamiata pod dywan.

Pewnie ma to pozytywną intencję, ale dla mnie rozmowa jest przez to płytsza i mniej autentyczna. W życiu są również rzeczy trudne i jeśli w rozmowie możemy i o nich powiedzieć, to nadaje jej to głębię, jakiej nigdy nie będą miały super-pozytywne-spotkania-bardzo-fajnych-ludzi.

Zaznaczam, że nie chodzi mi tu o zalewanie drugiej osoby swoimi problemami czy bezproduktywne narzekanie, ale po prostu o odkrycie przed nią również tej części siebie, która nie jest wesoła i kolorowa.

To moje luźne spostrzeżenia, jest oczywiście więcej czynników (autentyczne słuchanie, akceptacja i oczywiście to, co dana osoba mówi – czyli czy wnosi coś wartościowego do rozmowy), a te powyższe wydały mi się ostatnio szczególnie ważne. Jak jest u Was?

4.50 avg. rating (90% score) - 10 votes