W pewnym punkcie mojego życia ogarnął mnie chaos. Już jakiś czas po tym, jak zacząłem zajmować się szkoleniami pojawiało się wiele pomysłów jak się rozwinąć, co zrobić.. Chciałem założyć bloga (hej, zrobione! ;-)), napisać książkę, zacząć organizować spotkania otwarte.. i wiele, wiele innych rzeczy. Do tego jeszcze doszły moje zainteresowania i projekty z innych dziedzin. Niektóre sprawy pozaczynałem, ale nie doszły one do punktu, w którym zaczęły by przynosić jakieś odczuwalne korzyści (na przykład pieniądze), inne sprawy tylko czekały w szufladzie na rozpoczęcie. Zdarzały się takie dni, że budziłem się rano i nie miałem kompletnie pojęcia za co właściwie powinienem się zabrać.. było tyle rzeczy do zrobienia i jawiły się one jako tak ogromne, że czułem, że równie dobrze mogę po prostu zostać w łóżku. Najgorsze, że prowadziło to do psychicznego rozbicia i niepewności w jakim właściwie kierunku podążam…

Wtedy poznałem i wprowadziłem w życie prosty sposób na ‘zarządzanie sobą’ wyznaczanie i realizowanie celów. Nie wymaga on specjalnego wysiłku, a daje świetne rezultaty. Konkretnie polega on na tym, że:

  • w grupie kilku osób spotykamy się raz na dwa tygodnie,
  • na tych spotkaniach każde z nas mówi, co zrobiło w ciągu ostatnich dwóch tygodni i co ma zamiar zrobić w ciągu kolejnych dwóch.

Ważne jest odniesienie się do tego, co mówiliśmy na ostatnim spotkaniu, czyli jeśli mówiłem że napiszę dwa artykuły, to jeśli tego nie zrobiłem powinienem powiedzieć „powiedziałem że napisze dwa artykuły.. nie zrobiłem tego”. Tak jak pisałem ostatnio tu na blogu, jeśli schrzaniłeś, to powiedz że schrzaniłeś. Z drugiej strony, jeśli zrealizowałeś cele sprzed dwóch tygodni to też się tym pochwal 😉

Jeśli się nad tym zastanawiasz, to tak – to że piszę ten artykuł jest jednym z celów z mojej ostatniej listy 😉

Zauważyłem też, że zazwyczaj jestem w stanie powiedzieć „w ciągu tych dwóch tygodni nauczyłem się…” – to dobry znak. Warto byście organizując takie spotkania również to zdanie wpletli w ich formułę. Jeśli kilka razy pod rząd nic nie możemy powiedzieć, to jest to mocny sygnał ostrzegawczy… warto się zastanowić na ile to, co robimy jest rozwojowe z długoterminowego punktu widzenia, a na ile jest powtarzaniem ciągle tych samych doświadczeń.

Inną fajną cechą takich spotkań jest to, że możemy również powiedzieć coś w rodzaju „i moim kolejnym celem na ten okres jest X… i nie do końca wiem jak się za to zabrać. Może macie jakieś doświadczenia, albo wiecie o czymś, co może mi pomóc?”. Pomoc grupy kilku zainteresowanych rozwojem i skupionych na realizacji celów osób bywa bezcenna. Nagle okazuje się, że ktoś kogo dotychczas znaliśmy tylko towarzysko ma znajomości albo wiedzę o jakie go nie podejrzewaliśmy. Na ‘normalnym spotkaniu towarzyskim’ temat często w ogóle by nie wypłynął i ominęła by nas okazja by zrobić coś łatwiej szybciej i taniej.

Tak to wygląda w praktyce u mnie. Niektórzy organizują takie spotkania co tydzień, niektórzy nawet wprowadzają jakieś dodatkowe ‘motywatory’ w rodzaju zasady płacenia drobnej kwoty na cel charytatywny za każdy niezrealizowany cel.. Ja postawiłem na najprostszą możliwą formułę. Spotykamy się raz na dwa tygodnie w popularnej knajpie, mówimy co zrobiliśmy (gdzie nawaliliśmy, a gdzie daliśmy radę) i co będziemy robić dalej. Jeśli możemy to mówimy, czego się nauczyliśmy, a jeśli mamy potrzebę to pytamy o radę. Osobiście zauważyłem bardzo dużą poprawę jeśli chodzi o jasność umysłową co do moich zadań, stopień ich realizacji i ogólnie ‘bycie ogarniętym’.

I jeszcze kilka uwag na koniec:

1.) Tak jak wszystko, tak zapewne i to nie jest dla każdego. Myślę że metoda ta najlepiej działa u ludzi, którzy pracują nad kilkoma różnymi projektami jednocześnie i ilość zadań do wykonania zaczyna je przytłaczać. By przekonać się, czy jest to dla Ciebie, po prostu sprawdź. Zrób jedno, dwa spotkania i zobacz czy Ci coś dają.

2.) Organizując taką grupę warto zadbać o jej urozmaicenie, żeby nie było tak, że wszyscy zajmują się tym samym, mają takie same poglądy i powstaje mały klubik wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy czują się dobrze, ale nikt się nie rozwija. Ludzie podobni do siebie mają tendencje do myślenia w podobny sposób (pewnymi schematami charakterystycznymi dla danej branży czy grupy społecznej) i nie zauważania swoich błędów co prowadzi do ‘smażenia się we własnym sosie’.

3.) Jak zacząć? Ja po prostu mówiłem każdemu znajomemu z którym rozmawiałem, że mam zamiar coś takiego zacząć organizować. Kilka osób od razu się zainteresowało, ktoś potrzebował się chwilę zastanowić, ktoś kogoś przyprowadził… grupa uzbierała się bardzo szybko.

4.) Na początek wystarczy Ci jedna osoba – we dwoje też można to robić. Docelowo, myślę że siedem osób to maks.

Jeśli macie pytania, albo własne doświadczenia, zapraszam do dyskusji w komentarzach.

5.00 avg. rating (100% score) - 1 vote