W ostatni piątek spotkałem się z Arturem Królem – coachem specjalizującym się w pracy z osobami cierpiącymi na nieśmiałość, oraz w ‚odkochaniu’. Artur jest znany jako krytyk mitów panujących w środowiskach rozwoju osobistego i pomyślałem, że dla wielu z Was prezentowane przez niego podejście może wnieść świeże spojrzenie na kilka spraw. Rozmawialiśmy o ezoteryce, zmianach w NLP, książce ‚Sekret’ i paru innych popularnych tematach. Endżoj 😉

Dominik: O ile się orientuję, to kiedy zaczynałeś karierę w coachingu, byłeś silnie zorientowany na NLP. Co było nie tak z programowaniem neurolingwistycznym, że zdecydowałeś się stworzyć nową metodologię którą nazwałeś Beyond NLP? Czym ta Twoja metoda się odróżnia od starego NLP?

Artur: Klasyczne NLP nie jest złe jako takie. Ono było bardzo cenne, tylko powstało w latach 70’tych i w zasadzie od tego czasu nie poszło za bardzo do przodu. W latach 80’tych takim jednym dużym skokiem było odkrycie submodalności (także w porównaniu do ówczesnej wiedzy neurologicznej). Były pojedyncze osoby które wprowadzały dobre narzędzia, ale te metody rzadko przechodziły do mainstreamowego NLP, rzadko pojawiały się na ‘praktyku’ (podstawowe szkolenie NLP) lub ‘masterze’ (zaawansowane szkolenie NLP) innych trenerów.

Główna zmiana jaka zaszła na szkoleniach ‘praktyka’ też nie była spowodowana rozwojem NLP, a czymś innym. Bandler (jeden z twórców NLP) się w pewnym momencie wkurzył tym, że ludzie zabierają jego pomysły i publikują jako własne. To było przyczyną zmiany ‘praktyka’ z tego z otwartym omawianiem różnych zagadnień na takiego z instalacjami (gdzie trener opowiada historyjki, które mają działać poza świadomością uczestników, ‘instalując’ im pożyteczne przekonania).

Od tego czasu brakuje takiego konkretnego rozwoju. Równocześnie psychologia i neurologia ruszyły mocno do przodu. Neurologia głównie w latach 90’tych posunęła się o całe mile naprzód z wynalezieniem wielu różnych metod obrazowania pracy mózgu. Równocześnie pewne teorie NLP zostały zbadane eksperymentalnie  – jeszcze zbyt słabo by na 100% powiedzieć czy działają czy nie działają, ale wystarczająco by dać wskazówki że ‘to raczej tak, a to raczej nie’.

NLP nie za bardzo zostało przez te badania zmienione. Po prostu nie było żadnej reakcji na nie. Wczoraj zetknąłem się  bardzo ciekawym i trafnym porównaniem. Leonardo da Vinci był geniuszem ale pracował sam. Kiedy jego odkrycia wyszły na jaw, to one nie były już niczym nowym – i przez to w żaden sposób nie przyczyniły się do rozwoju ludzkiej wiedzy. Tymczasem Einstein kontaktował się z innymi badaczami i pracował w środowisku naukowym, a nie w izolacji – i on bardzo się przyczynił do rozwoju wiedzy. Więc nawet gdyby NLP było idealne (a nie jest) to ta izolacja jest jego problemem.

Drugą przyczyną była obserwacja którą wyniosłem ze spotkań z ludźmi którzy byli po szkoleniach NLP. Pytałem ich czego im brakowało, co zadziałało, co nie zadziałało… Często po szkoleniach ludzie albo w ogóle nie ćwiczą, albo używają tych metod w sposób bardzo nienaturalny. Chodzi to rzeczy w  stylu „Czy już chce pan podpisać umowę, czy podpisze pan za chwilę?” Jest to coś, co tak naprawdę niszczy tą metodę. Tego typu techniki powinny być dodatkiem, a nie główną rzeczą, której się uczy. I w oparciu też o te obserwacje zbudowałem swój program.

To, co jest nowego w Beyond NLP to przede wszystkim wykorzystanie aktualnej wiedzy o mózgu i obecnej wiedzy psychologicznej o tym, jak funkcjonują ludzie. Na przykład taką zupełnie nową rzeczą jest nauka nawiązywania ‘rapportu’ (dobrego kontaktu z drugim człowiekiem) poprzez gry statusowe. W każdej sytuacji wysyłamy sygnały statusowe mówiące kto jest wyżej, a kto niżej – i jest to świetne narzędzie do budowania kontaktu. Inna jeszcze rzecz to nauka warunkowania, a nie tylko kotwiczenia (czyli programowania konkretnej reakcji na konkretny bodziec, na przykład poczucia pewności siebie na jakiś gest dłoni, który można wykonać w dowolnej sytuacji). Warunkowanie w przeciwieństwie do kotwiczenia jest długoterminowe i przez to też może być skuteczniejsze, bo nie trzeba dawać takiego silnego bodźca. Dodałem też ‘Model Wczorajszego Umysłu’ czyli opis tego, jak powstały i jak działają błędy poznawcze. Ponieważ my nie oceniamy rzeczywistości trafnie. My najczęściej oceniamy rzeczywistość w sposób, który był przydatny 100 000 lat temu dla naszych przodków na sawannie, a nie tak jak byłoby to racjonalne. Wtedy lepiej było unikać ryzyka porażki niż dążyć do sukcesu, bo lepiej było być dziś głodnym niż ryzykować bycie dziś zjedzonym przez tygrysa. Model wczorajszego umysłu mówi o tym, jak te procesy działają, jak unikać ich konsekwencji i jak je wykorzystywać. Oczywiście w ramach Beyond NLP jest więcej modeli, ale to daje pewne wyobrażenie o tym, co wyróżnia tą metodę.

D: Samo NLP jest bardzo źle postrzegane przez znaczną część osób zainteresowanych rozwojem osobistym. Niektórzy maja na nie wręcz ‚alergię’. Skąd wziął się taki wizerunek?

A: Z kilku przyczyn. Pierwotna była taka, że NLP zaczęło budować swój wizerunek w oparciu o rywalizację z psychologią twierdząc, że psychoterapia jest nieskuteczna albo działa powoli w przeciwieństwie od NLP. To już zraziło część ludzi, bo było oczywiście nieuprawnionym uogólnieniem i próbą budowania swojego marketingu na konflikcie. W Polsce było jeszcze gorzej przez to, że pierwsza osoba która to tu poważnie promowała, przedstawiała to jako metodę manipulacji czy ‘zhackowania umysłu’.

Kolejna sprawa to, że są osoby nie do końca przygotowane, które robią to na zasadzie ‘no teraz Cię zakotwiczę i poczujesz się tak i tak i zrobisz co chcę..’. No cóż… nie jest to zbyt poważne. Także szkolenia często obiecywały więcej niż mogły zaoferować. Obiecywały niesamowite rzeczy w oparciu o pewne sensowne podstawy ale bardzo rozdmuchane. Efekt jest taki że ludzie się zrazili, no i słusznie. Działa to niestety tak, że nawet jeśli tylko jedna osoba coś spapra, to spada to na wszystkich.

D: Obserwując Twoją działalność na forach internetowych, widzę że często dementujesz różne mity popularne wśród ludzi zajmujących się rozwojem osobistym. Jakie są według Ciebie najbardziej szkodliwe przekonania powtarzane w tych środowiskach?

A: Ciężko jest mówić o konkretnych mitach jako najbardziej szkodliwych albo najpopularniejszych. Należało by się raczej przyjrzeć temu, co takiego jest w ludziach, że te mity przyjmują i podtrzymują. Działają tu dwa najważniejsze czynniki.

Pierwszym jest coś, co można nazwać ‘mentalnością magicznej różdżki’ czyli szukanie jakiegoś rozwiązania (najlepiej bezstresowego) na wszystkie problemy. Przekonanie że wystarczy tylko znaleźć jeden przełącznik, zrobić ‘pstryk’ i wszystko będzie fajnie i wspaniale. To moim zdaniem odpowiada za wiele mitów związanych z podświadomością, takich jak ten że wystarczy tylko odpowiednio nią pokierować i wszystkie sprawy już będą się świetnie układać, albo ze wykorzystujemy tylko 10% naszego mózgu. To daje taką fajną, przyjemną fantazję że „uruchomię te pozostałe 90% i będzie WOW!”.

Druga sprawa to coś co nazywam ‘efektem raju utraconego’, czyli szukanie jednej przyczyny tego, że coś jest nie tak (czy to w głowie czy ze zdrowiem..). Wiele osób odrzuca ideologię judeochrześcijańską, ale ta idea pojedynczego błędu który prowadzi do większości problemów jest czymś mocno w nas wpisanym, czymś co się lubi często powtarzać. Więc ludzie będą szukali, a to psychologicznie – że ma złe przekonania lub emocje, a to fizycznie – że nie je tego i tego lub je to i to. Sprowadzają wszystko do jednej głównej przyczyny. Na przykład że wszystkie choroby biorą się z toksyn. Cięższe do zaakceptowania jest to wyjaśnienie, że po prostu jesteśmy niedoskonali. Tak już ewoluowaliśmy.

To są dwie główne przyczyny. Poza tym czasami wyniki jakiegoś badania są gdzieś podane  w sposób niepełny albo błędny, a potem rozpowszechniane w tej błędnej postaci, bo komuś ta nowa interpretacja się bardziej spodobała. Chociażby klasyczny już mit, że tylko 7% naszego komunikatu wynika z tego co mówimy, a cała reszta przez język ciała. Trzeba dopowiedzieć kiedy – wtedy gdy jest niezgoda między przekazem werbalnym i niewerbalnym, a te sygnały niewerbalne są proste i mało istotne, to tak. Jeśli komuś mówię ‘lubię cię’ ale mówię to takim tonem, że słychać że mam dla niego negatywne uczucia, to wtedy raczej ktoś będzie reagował na ton głosu niż na słowa. Ale jeśli opowiadam o tym, jak jest zbudowany mózg ludzki, to ani mój ton głosu, ani mój język ciała nie niosą za wiele informacji.

D: Z tego co wiem, to również kilka lat temu byłeś zainteresowany ezoteryką, czyli różnymi bardziej ‘magicznymi’ metodami na terapię i wywoływanie zmian. Obecnie prezentujesz się jako sceptyk negujący różne odmiany medycyny alternatywnej, już nie mówiąc o typowo ‘magicznych’ systemach. Skąd taka zmiana?

A: Dla jasności – nie neguję ezoteryki czy magii jako form pracy nad sobą. Przeciwnie, mogę powiedzieć że jest w nich sporo narzędzi, które są bardzo silne i mogą dać bardzo dużo. Wadą jest to, że bardzo łatwo przy tym odlecieć. Jeśli nie ma się odpowiedniego dystansu, to łatwo się w tym można zgubić. Są podobieństwa między wieloma metodami magicznymi, a metodami zmiany osobistej, na przykład między Core Transformation, gdzie przywołuje się wyższe wartości i później schodzi z częścią wyższych wartości do niższych, a magią rytualną, gdzie też przywołuje się od najniższych do najwyższych i później odsyła od najwyższych do najniższych.

Używanie tego do wpływania na siebie – jasne, może być bardzo przydatne. To czemu się sprzeciwiam to interpretacji tych technik jako czegoś co wpływa na świat na zewnętrz. Jest taka ludzka skłonność by ulegać błędowi autopotwierdzania. Jak rzuciłem zaklęcie żeby dostać milion złotych i znalazłem dychę na ulicy, to łatwo jest uznać, że to moje zaklęcie zadziałało, tylko niewystarczająco dobrze, więc muszę się jeszcze bardziej skupić by jeszcze silniejsze zaklęcie rzucić…

Pytasz skąd zmiana od silnego zaangażowania w ezoterykę do sceptycyzmu. Zacząłem sobie w pewnym momencie zdawać sprawę, jak często moje wrażenia, że coś się zmieniło, było tak naprawdę samooszukiwaniem. Z drugiej strony, kiedy już powoli z tego wychodziłem, zacząłem się też uczyć o błędach poznawczych. To jest ogromna działka psychologii z wiedzą, która powinna być nauczana od przedszkola, bo to są rzeczy niezwykle ważne przy podejmowaniu decyzji i ocenianiu swojej sytuacji życiowej. Zaczęła się we mnie pojawiać świadomość tego, że nasz umysł nie jest do końca racjonalny, że nasze doświadczenie może być oszukane na tak wiele sposobów, że nie sposób tego zliczyć. W miarę jak zacząłem się w to zagłębiać, coraz częściej dostrzegałem, jak różne elementy z technik ezoterycznych to po prostu wzajemne nakręcanie się. Dla przykładu, ludzie z tego środowiska nie mają zwykle świadomości tzw: efektu szuflady. Stąd bierze się np.  słynny pozorny dowód na telepatię ‘myślę o kimś i ten ktoś do mnie dzwoni’. Tylko jak często o kimś myślimy w ciągu dnia i ta osoba akurat nie dzwoni? Zauważamy to, co potwierdza nasze założenia, a nie zauważamy tego, co ich nie potwierdza. Bardzo wiele rzeczy w ezoteryce funkcjonuje w ten sposób. Nie ma w tych kręgach tendencji do kwestionowania tego w co się wierzy.

D: Zauważyłem też, że mocno krytycznie wypowiadasz się o popularnej książce ‚Sekret’. Co Ci się w niej nie podoba?

A: To, że jest to podejście właśnie na zasadzie ‘magicznej różdżki’, czyli ‘muszę tylko zacząć przyciągać i wszystko będzie w porządku’. Sekret bierze kilka truizmów psychologicznych jak na przykład samospełniająca się przepowiednia i rozdyma je do potęgi ekstremalnej. A dodaje do tego jeszcze fantazję ‘przyciągasz sobie różne rzeczy’. I to jest straszne, bo ludzie świadomie pozbywają się krytycyzmu i zrozumienia że coś może pójść nie tak. I wystawiają się na dużo większe ryzyko niż gdyby funkcjonowali normalnie.

Ma to też czysto praktyczny aspekt dotyczący motywacji. Motywacja a’la Sekret (czyli fantazjowanie jak to będzie jak osiągnie się cel) została eksperymentalnie przetestowana podczas badań nad różnymi metodami motywacji. I motywacja a’la Sekret jest jedną z najgorszych rzeczy które można robić. Daje gorsze efekty niż brak jakiejkolwiek motywacji, a nawet daje gorsze efekty niż pesymizm. Jest tak ponieważ osoby, które skupiają się tylko na tym, jak wszystko będzie wspaniale nie dostrzegają możliwości, że coś może pójść nie tak i nie przygotowują się na nie. Poza tym, jest to rozleniwiające – skoro ja przyciągam, że zdam egzamin, to po co mam się uczyć?

Paradoksalnie najskuteczniejsza motywacja  to jest taka która jest mocno sprzeczna z Sekretem. Jest to tak zwane ‘dwumyślenie’ czyli z jednej strony oczekiwanie, że nam się uda (możemy nawet fantazjować na temat korzyści, jakie da nam sukces), a z drugiej strony negatywne fantazje na temat tego, co może pójść nie tak. Na przykład ktoś chce zrzucić wagę. Oczekuje że mu się uda, ale kiedy idzie do znajomych na imprezę to robi negatywną fantazję na temat tego, co może pójść źle. Może nie być tam żadnego niskokalorycznego jedzenia – i wtedy albo będzie musiał zjeść coś niezdrowego, albo nic nie zje, będzie głodny, będzie źle się bawił… po czym wróci do domu i wtedy jest duża szansa, że zje dużo więcej niż powinien by sobie odreagować. Więc, co może zrobić w związku z tym? Może na przykład przygotować sałatkę i zabrać ją na imprezę. Wtedy sam też ją zje i ma pewność że jest to załatwione. Taka motywacja okazała się być najskuteczniejsza i dawać najlepsze efekty.

D: Czasem mówisz też o czymś, co mam wrażenie nie jest zbyt szeroko dyskutowane, a mianowicie o przypadku śmierci kilku osób na warsztatach jednego z ‚sekretowych guru’.. Opowiedz coś o tych wydarzeniach.

A: Jesienią 2009 roku na warsztatach Spiritual Warrior, które miały sprawić, że ludzie ‘dopasują swoją wibrację do wibracji bogactwa’ (czy coś w tym stylu) cztery osoby zmarły a osiemnaście hospitalizowano. James Artur Ray robił zjazdy w klimatach indiańskich tradycji. W ramach szkolenia, po półtoradniowym poście na pustyni, około sześćdziesięciu uczestników schodziło się w czymś, co miało pełnić rolę sauny parowej (wewnątrz namiotu są bardzo gorące kamienie polewane wodą). Prawidłowo zrobiona indiańska sauna działa tak, że namiot jest odpowiednio duży i jest z takiego materiału, że przepuszcza powietrze, a także dba się by temperatura nie była zbyt wysoka. Żadnej z tych rzeczy nie dopatrzono. Wcześniej było pranie mózgu – Ray mówił ludziom że nie mogą wychodzić, że będą czuli że umierają, ale to tylko ich stare ja umiera a oni się odradzają. Efektem był udar cieplny i inne uszkodzenia które cztery osoby doprowadziły do śmierci, osiemnaście do hospitalizacji – wiele z nich do dziś ma poważne problemy zdrowotne.

J.A. Ray został aresztowany i obecnie toczy się jego proces o spowodowanie śmierci przez zaniedbanie. Przy okazji procesu wyszło na jaw ze ‘pan Nauczę-Cię-Przyciagać-Wielkie-Bogactwo’ mając majątek ok. 5 milionów $, ma długi około 10 milionów $. Mam szczerą nadzieję, że facet trafi do więzienia na długo. Bo jedną rzeczą jest to, że zaniedbał bezpieczeństwa ludzi, którzy mu zaufali i że bawił się w Boga (jak ktoś widząc, że ludzie mdleją, próbował otworzyć klapę namiotu, Ray wrzeszczał „jak śmiesz tak robić przed swoim Bogiem”).. dobra, każdemu może odwalić. Ale później zatrudnił jakieś „medium” na telekonferencję z rodzinami ofiar i „medium” powiedziało, że to nie jest tak, że one zmarły. One podczas ceremonii oddzieliły się od ciała i tak im się spodobało, że już nie chciały wrócić. Jest wiele rzeczy w środowisku rozwoju osobistego które należałoby poprawić, ale ten poziom hipokryzji to jest coś, czego nie potrafię nawet nazwać. To jest po prostu tak obrzydliwe jak tylko się da.

Jestem trochę znany w Polsce jako krytyk środowiska rozwojowego – chętnie bym nim nie był, ale gdyby tylko ktoś inny o tym mówił. Jest wiele cennych rzeczy w tym środowisku, ale jest też wiele syfu i jeśli nie mówi się o tym syfie, to ludzie łatwiej się załapią na ten syf, niż na rzeczy cenne. Ten syf jest często lepiej sprzedawalny. Za to szkolenie o którym tu mówiłem, James Artur Ray brał 10 tysięcy $ od osoby.

D: Skoro stare NLP jest niewystarczające i odrzucasz metody bardziej ezoteryczne, to jakie rozwiązania proponujesz w zamian? Jak skutecznie zmieniać siebie, żeby nie popadać w pułapkę poprawiania wyłącznie swojego samopoczucia, a nie osiągania rzeczywistych rezultatów?

A: Najlepszy rozwój wcale nie musi się opierać na metodach rozwoju. Rozwój ma sens kiedy robisz go ‘pod coś’, kiedy szukasz rozwoju w swoim codziennym życiu. Nie na zasadzie ‘super-mega metod’ tylko na zasadzie, ‘co ja mogę zrobić teraz’, np. spotykając się ze znajomymi to nie musi być coś w rodzaju ‘teraz sobie przerobię 20 przekonań’ tylko może właśnie to, że będę się lepiej bawił. Jeśli serdecznie nienawidzę mojej pracy to czasem rozwojem będzie to, że zmienię ta pracę, a czasem będzie to zastanowienie się, dlaczego tak jej nie lubię. Może właśnie mam tutaj coś do przepracowania.

Więc mniej bym się przyglądał metodom, a bardziej bym się przyjrzał temu, po co korzystamy z tych metod. Często jest tak, że rozwój staje się nawykiem albo jest robiony z powodów, które wcale nie są rozwojowe. Ktoś może chodzić na te wszystkie szkolenia, bo to jest jego sposób na budowanie znajomości. Znam przykład osoby która chodziła na wiele takich warsztatów, po czym poznała partnera, zaręczyła się i już nie chodzi na szkolenia – i świetnie dla niej (tej osoby nie poznała na szkoleniu).

W biznesie inwestycje są planowane pod kątem celów. Nie robi się tak, że pomyślałem sobie, że w ramach inwestycji kupię sobie samochód, bo to fajna inwestycja.  W biznesie jest planowanie – co mogę zrobić, by uzyskać to co chcę.  Warto żebyśmy w rozwoju osobistym robili to tak samo, żebyśmy robili to według pewnego planu i widzieli jakie efekty chcemy uzyskać i po co w  ogóle w to wchodzimy. I jest wiele fajnych metod, to już kwestia znalezienia  takiej, która dla nas działa.

Ja obecnie w pracy z klientami używam kilku głównych. To są Core Transformation, czy moja własna adaptacja tego – Dynamic Mindscapes (do pracy  z częściami osobowości), Integral Eye Movement Therapy (do pracy z emocjami), Beyond NLP, elementy zwykłego coachingu i Panorama Społeczna. To zazwyczaj załatwia większość rzeczy, ale czasem jeśli jest potrzeba, to tworzę z klientem coś nowego, bo mniejsze znaczenie ma tu konkretna metoda, a większe rozumienie pewnych procesów.

Podsumowując, proponowałbym najpierw przygotowanie solidnego planu, a potem szukanie i dopasowywanie metod do planu, który się stworzyło.

D: Jako coach specjalizujesz się w nieśmiałości i odkochaniu. Jakie praktyczne metody pracy nad nieśmiałością mógłbyś polecić czytelnikom?

A: Podstawowa rzecz w sytuacji w której czujemy się nieśmiali lub niepewni, to wybranie sobie celu, który jest od nas zupełnie zależny. Większość osób wybiera sobie cel który nie zależy do końca od nich, na przykład wypaść dobrze albo zrobić wrażenie. To nie jest do końca zależne od nas, bo jeśli podchodzimy do dziewczyny, to możliwe, że przykładowo przypominamy jej jej byłego faceta. Faceta który rzucił ją, ukradł wszystkie pieniądze z jej konta i zabił jej kota. Ona patrzy na nas i myśli tylko „on wygląda jak Zenek, nie chcę mieć  z nim nic wspólnego”. Trudno jest coś takiego „przeskoczyć”.  Czasami ktoś może mieć ciężki dzień, nie kontaktować, albo mogą dziać się jeszcze inne rzeczy – takie, że nie ważne co zrobimy, to nie uzyskamy zakładanego efektu.

Badania pokazują że gdy najlepsi eksperci ćwiczą, nigdy nie biorą sobie na cel czegoś, co nie jest do końca od nich zależne. Najlepsi sprzedawcy, jak dzwonią do klienta, to nie biorą sobie za cel dopełnienia sprzedaży. Biorą sobie za cel na przykład zapytanie o cztery potrzeby klienta. O ile klient nie odłoży słuchawki po 10 sekundach, to oni zdążą to zrobić. To zależy od nich, więc czują się bardziej komfortowo i dzięki temu też łatwiej są w stanie to zrobić.

Tiger Woods znany był z tego, ż większość treningu spędzał w pułapkach piaskowych, próbując wybić z nich piłkę. W normalnej grze pułapka piaskowa zdarzy się raz lub dwa i większość golfistów będzie nieprzygotowanych do tego. Były bardzo ciekawe badania mistrzów w jeździe figurowej na łyżwach i porównano jak ćwiczą mistrzowie i zawodnicy o klasę niżej. Okazało się że ćwiczą mniej więcej tyle samo, ale mistrzowie przez 68% czasu robią najtrudniejsze, najcięższe ruchy, a zawodnicy ze słabszej grupy robią to tylko przez 48% czasu. Więc chodzi o to by dawać sobie wyzwania, ale takie wyzwania których wykonanie zależy od nas, tak jak od Woodsa zależało, czy będzie ćwiczył w pułapce piaskowej czy w łatwiejszym otoczeniu.

Druga rada może zabrzmieć dla niektórych obrazoburczo. Dla wielu osób pomocne w pracy z nieśmiałością będzie obniżenie swojego poczucia własnej wartości. Często się mówi że osoba która jest nieśmiała ma też niskie poczucie własnej wartości. Ale ja pracuję z nieśmiałością już od sześciu lat i spotkałem bardzo niewielu nieśmiałych klientów, którzy mieli niskie poczucie własnej wartości. Niskie poczucie własnej wartości miała klientka z którą sesję można obejrzeć na mojej stronie. Kiedy ona przyszła na pierwszą sesję, zaproponowałem jej kawę, herbatę lub wodę, ona wybrała wodę. Później wyjaśniła ze kawy czy herbaty nie mogłaby przyjąć, bo to jest luksus. To było niskie poczucie wartości.

Większość osób, które mają problem z pewnością siebie, ma nieuświadomione zbyt wysokie poczucie własnej wartości. To ono mówi im, że ludzie zwracają na nich aż tak dużą uwagę, że jak zrobią coś głupiego, to będą o nich mówili, będą o nich myśleli… Osoba która ma niskie poczucie wartości nie będzie się obawiać tego, że inni będą o niej mówili, bo ona przecież nie jest warta by inni o niej mówili…

Jest to związane z naszym wychowaniem, gdzie często rodzice mówili „zachowuj się, co ludzie pomyślą, itp.” – to jest stawianie na piedestale, masz świecić przykładem dla innych, jesteś więc ponad innymi. To jest bardzo niekomfortowa pozycja, bo jeśli jesteś na tym piedestale, to łatwo spaść. Dlatego czasem lepiej samemu zejść, zrównać się  z innymi. Tak naprawdę, powiedzmy sobie szczerze, my nie obchodzimy innych  tak bardzo, jak nam się wydaje.

Zadbanie o te dwie rzeczy powinno sprawić, by większość osób nie potrzebowała korzystać z moich usług jako coacha od pewności siebie/nieśmiałości. Oczywiście jeśli ktoś potrzebuje pomocy we wprowadzeniu ich w życie – zapraszam.


Jeśli podejście Artura Was zainteresowało, to więcej o jego pracy możecie przeczytać na stronie www.krolartur.com. Zapisując się na jego szkolenie Praktyk Beyond NLP w przeciągu tygodnia od publikacji tego wpisu, uzyskacie 250 zł zniżki podając moje imię i nazwisko przy rejestracji.

4.75 avg. rating (96% score) - 4 votes