W ostatni czwartek spotkałem się z niejakim Tomaszem Rudnikiem, znanym szerzej jako Tupak. Znanym jednak nie wszędzie, a głównie w kręgach mężczyzn zainteresowanych doskonaleniem swoich umiejętności podrywania kobiet. Tomek od kilku lat prowadzi szkolenia uwodzenia dla mężczyzn i jest na tym rynku jedną z najdłużej działających i najlepiej rozpoznawalnych postaci w Polsce.

Sam rynek takich szkoleń jest wypełniony ofertami trenerów często powtarzających w kółko to samo co inni, albo wykorzystujących głównie zmodyfikowane NLP (pod nazwą NLS). W gąszczu tych szkoleniowców niewielu jest ludzi mających coś oryginalnego do powiedzenia, a Tupak jest jedną z tych nielicznych osób. By nieco przybliżyć Wam temat,  postanowiłem zadać mu kilka niebanalnych pytań 😉 Endżoj!

Dominik: Co właściwie jest nie tak z współczesnymi mężczyznami? Co sprawia, że potrzebujemy iść do innego mężczyzny, żeby on nas nauczył poznawać i uwodzić kobiety?

Tomek: Odpowiem trochę naokoło. Kobiety reagują w pewien uniwersalny sposób na pewne męskie cechy. I mam wrażenie, że te męskie cechy są powoli zatracane – poprzez wpływ mediów, wpływ religii, wpływ wychowania… Faceci są mniej męscy niż to było kiedyś. Mam wrażenie że o ile nasi ojcowie często odrobili pracę domową polegającą na tym, by nauczyć się, jak być mężczyzną (nauczyć od swoich ojców czyli od naszych dziadków), o tyle nam nie zdążyli tej wiedzy przekazać. Co oznacza że mamy całą masę zniewieściałych mężczyzn, mężczyzn wychowanych przez kobiety, mężczyzn którzy właściwie nie wiedzą co to znaczy zachować się po męsku. Zachować się po męsku w obliczu konfliktu, w obliczu różnych innych sytuacji a także wobec kobiet. Nie wiedzą też, co jest dla kobiet najważniejsze, a doprecyzowując – na jakie  rzeczy kobiety reagują najbardziej. Przez to są coraz bardziej zagubieni. Bo słyszą z mediów, że mają powiedzmy wyglądać w taki albo inny sposób, ze strony religii, że mają się zachowywać określony sposób – i często to są opinie które się nawzajem znoszą. A jeszcze jeśli facet jest wychowywany wyłącznie przez matkę, bo ojca nie ma, matka mówi mu że powinien być miły wobec wszystkich kobiet, to mamy przepis na katastrofę. Facet dorastając, stając się mężczyzną de facto nie wie kim ma być, bo słyszy przeciwstawne podpowiedzi z różnych stron.

D: Powiedziałeś o tym, że z jednej strony są różne wpływy, media religia czy jeszcze inne, z drugiej że ojcowie w jakimś stopniu nie wywiązali się ze swojej roli. Który z tych procesów jest według Ciebie dominujący?

T: Nie wiem czy można mówić tu o procesie dominującym. Żartem czasami mówię że gdyby nie było Kościoła, MTV i TVN’u (jako pewne reprezentacje instytucji) to nie miałbym tego zajęcia. Bo nikt by młodym mężczyznom nie mówił, że pan z okładki jest przystojniejszy i bardziej wartościowy, nikt by nie młodym mężczyznom nie wpajał że nie są godni i nikt by nie napychał ich głowy śmieciowymi informacjami, które też powodują większe zagubienie. Krzyżując to z wpływami ze strony ojca, a w zasadzie brakiem tych wpływów, powstaje mega–zagubienie. Więc jest to suma wszystkiego wokół nas. W im bardziej aktywnym środowisku żyjemy (mam tu na myśli na przykład większe miasta) tym bardziej zagubieni potrafią być faceci. Czasem się obserwuje osoby z mniejszych miejscowości, które mają wpojone pewne wartości (lepsze lub gorsze, ale silnie osadzone) i pochodzące często z rodzin które nie są zamożne i nie mogły dać dobrego startu – i ci ludzie często wykazują się niesamowitym hartem ducha. I zdobywają dużo więcej w życiu, niż rozpieszczone towarzystwo z miast które miało podane wszystko na talerzu.

D: W materiałach dotyczących tematyki uwodzenia mówi się o czyś o nazwie ‘syndrom miłego faceta’ – opowiedz coś o tym.

T: Syndrom miłego faceta wiąże się z brakiem szacunku dla samego siebie, z oddaniem kontroli nad swoim życiem innym ludziom. To się jeszcze wiąże z brakiem dążeń, a tak naprawdę można podsumować to w jednym zdaniu – z brakiem jaj. Ktoś kto jest opisywany jako typowy ‘miły facet’, to jest facet który stawia dobro innych nad swoim dobrem, który nie jest asertywny na tyle, by móc się przeciwstawić opiniom innych ludzi, który w obliczu konfrontacji będzie się wycofywał. I kiedy kobieta testuje faceta (bo każda kobieta testuje faceta i często dzieje się to na nieświadomym poziomie) czy on naprawdę jest takim mężczyzną, jakim jej się wydaje że jest, to okazuję się że on jest, nie wiem czy będzie to parlamentarne określenie – ‘miękką frytą’. Więc ktoś, kto jest miły będzie wykorzystywany, będzie często człowiekiem ‘przynieś, podaj, pozamiataj’. Natomiast to, że zostanie wbity w taką rolę, to niekoniecznie jest wina innych ludzi i tego że oni chcą go wykorzystywać. To jest też ludzka natura, że kiedy widzimy wokół siebie człowieka który nie jest asertywny, który robi z siebie ofiarę, to będzie on traktowany jako ofiara. Gdzie jest tego źródło? Jak ze wszystkim – we wnętrzu. Jeśli taki facet postrzega siebie jako takiego ‘miłego faceta’ który daje siebie wykorzystywać, to taki będzie w życiu.

D: Powiedz jeszcze coś na temat tych testów, o tym że kobiety testują mężczyzn.

T: Jasne, może najpierw pewien szerszy wstęp… w momencie kiedy możemy mówić o tak zwanej atrakcyjności, my jako faceci mamy na początku ułatwione zadanie, bo to co dla nas się liczy to jest kobiecy wygląd i atrakcyjność fizyczna. Więc my to po prostu widzimy i możemy dokonać wyboru, czy chcemy daną kobietę poznać czy nie. Widzimy kobietę i nawet się nie zastanawiamy nad tym, czy jest atrakcyjna – to są milisekundy.

U kobiet to zadanie jest nieco utrudnione, bo to, co jest przełącznikiem atrakcyjności, to jest męski charakter. Facet może wyglądać naprawdę imponująco, ale jeśli z charakteru będzie miękki, będzie takim właśnie ‘miłym facetem’ to kobieta przejedzie po nim jak czołg. Stąd biorą się różne smutne historie – natomiast jeśli one zaistnieją, to nie można za to winić kobiety, tylko właśnie faceta, że jego charakter jest taki, a nie inny. Aby sprawdzić czy facet jest takim, jakim kobiecie się wydaje że jest, ona musi go przetestować. Przetestować na różne sposoby, czasami próbując wejść mu na głowę, czasami próbując wyprowadzić go z równowagi, czasami robiąc różne inne dziwne akcje, a wszystko po to, żeby sprawdzić jego granice wytrzymałości – psychiczne.

D: Na ile jest to robione świadomie, a na ile nieświadomie?

T: Myślę że pomijając kobiety wyrachowane, których jest mały procent, w większości jest to robione nieświadomie. Czasami kobiety same nie potrafią wytłumaczyć czemu pewne rzeczy robią bądź mówią – rzeczy które mogą zaboleć lub ukłuć. Natomiast to, czy to rzeczywiście zaboli albo ukłuje, to jest kwestia tego, jak my jako faceci to postrzegamy. Bo możemy postrzegać to po prostu jako część kobiecej natury i wtedy nie ma się o co obrażać, tylko po prostu grać według tego.

D: Co z Twojego punktu widzenia jako trenera, jest głównym problemem mężczyzn którzy do Ciebie przychodzą?

Nie pamiętam w jakim to filmie było… uczeń chciał być nauczany przez mistrza, natomiast ignorował wszystkie jego porady i wskazówki i robił po swojemu. Więc mistrz pokazał mu szklankę pełną wody i zaczął dolewać do niej jeszcze więcej wody. I oczywiście to, co chciał dolać rozlewało się na boki. I wtedy mu pokazał – nie jestem w stanie nalać nic do naczynia, które już jest pełne. To jest dobra analogia problemu facetów – są nauczeni zbyt wielu rzeczy, które im w życiu nie służą – nawyków, postrzegania siebie, postrzegania seksualności, czy przyjmowania stereotypów, także pochodzących z religii. Uparcie to powtarzam, ale to co nas ogranicza w życiu to jest w dużej mierze poczucie winy. Jeżeli mężczyzna miałby mieć poczucie winy za to że jest istotą seksualną, to znowu mamy receptę na katastrofę. Bo będzie wiedziony pragnieniem seksualnym, które jest jednym z najsilniejszych w naszym życiu, natomiast wykonanie będzie nie najlepsze przez to, że jego działaniom to poczucie winy będzie towarzyszyło. Wszelkie jego wysiłki będą torpedowane przez jedno z przekonań które ma w środku.

Tak naprawdę jak ja to widzę z perspektywy trenera, to mężczyźni muszą się o wiele więcej rzeczy oduczyć niż nauczyć. Trudno jest latać z kulą u nogi. Ta kula to przekonania i wszystko, co gdzieś tam w podświadomości nosimy, co jest właśnie tym pełnym naczyniem, w którym nie ma miejsca na rzeczy nowe. Nowe rzeczy są czasami rewolucją osobistą dla mężczyzn których szkolę, bo jedna drobna rzecz zmieniona potrafi przekształcić ich podejście do siebie, a tym samym do innych ludzi, a tym samym do kobiet.

D: Czyli głównym problemem są obecne przekonania?

T: Dokładnie. Miałem kursanta który długo się ze mną kłócił twierdząc, że komplementy zabarwione seksualnie to jest wyraz braku szacunku do kobiety. Moja rzeczywistość potwierdza coś zupełnie przeciwnego. Ja mam takie przekonanie, że chwile w których kobieta czuje się seksowna, piękna, pożądana i uwielbiana, to są jedne z tych chwil dla których z perspektywy kobiecej warto żyć. Więc ja im tego daję jak najwięcej. Są to zawoalowane w specyficzny sposób komplementy, bądź sposób w jaki traktuję kobietę – dając jej do zrozumienia że wygląda pięknie i jest pożądana. I widzę że czasem jedno małe zdanie potrafi umilić jej cały dzień. I wierzenie w rzeczy przeciwstawne do tego, co teraz powiedziałem, to jest też przepis na porażkę. Dlatego że to, w co wierzymy w środku, manifestuje się na zewnątrz. I wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie jest to przełożenie tego, co nosimy w środku na to, co widzimy na zewnątrz.

D: Wiem, że jest coś takiego, a przynajmniej mówi się że jest coś takiego jak ‘społeczność uwodzenia’  – jest cała masa różnych for internatowych gdzie mężczyźni wymieniają się doświadczeniami, niektórzy zamieszczają na youtube filmiki pokazujące jak podchodzili do kobiet i dostawali (lub nie) numer telefonu, no i jest oczywiście sporo różnych szkół uwodzenia. Co sądzisz o naszej lokalnej, polskiej  ‘społeczności’?

T: Byłem świadkiem jak to powstawało. Jak to bywa z wieloma szczytnymi ideami, ta została kompletnie spieprzona. Ideą było, żeby powstało forum na którym można się wymieniać doświadczeniami, żeby móc się doskonalić. Natomiast wszędzie gdzie tylko da się spojrzeć na te fora, zrobiły się kółka wzajemnej masturbacji mentalnej. Dużo pisania i mało treści. Próby zdobycia przewagi na forum internetowym, w wirtualnej społeczności zamiast stawania się lepszym facetem na co dzień.

Był moment w którym umówiłem się  kilkoma najbardziej prominentnymi osobami  z forum, żeby po prostu ich poznać. Myślałem że będzie godny przeciwnik do dyskusji, bo ja bardzo lubię konstruktywne dyskusje. A nie obrażając nikogo, ale powiem wprost – zobaczyłem takie ‘miękkie fryty’. Ludzi którzy bali się własnego cienia, którzy potrafili kozaczyć, ale tylko na forum internetowym. Z działalnością  Internecie jest mniej więcej jak z graniem w gry komputerowe – wygrasz batalię, zabijesz wszystkich przeciwników na planszy, ale po zakończeniu gry jesteś wciąż tym samym człowiekiem. Nie przybyło Ci ani przyjaciół, ani pieniędzy, ani odwiedzonych miejsc ani emocji… to była tylko gra.

D. Jeśli to co robisz jest związane z przekształceniem własnej osobowości, to jak to będzie wpływać na związek, kiedy taki wyszkolony uwodziciel będzie chciał być w monogamicznej relacji z „tą jedyną”?

T: Mogę jedynie wypowiadać się o umiejętnościach i wiedzy którą sam przekazuję. Tego typu wiedza to jest bardzo dobry sposób (jeśli nie jeden z lepszych istniejących w ogóle) na siebie w kontekście związków. Bo co to oznacza, że chcemy wejść w monogamiczny związek z jedną kobietą? Wiadomo, jako faceci mamy chęć zdobywania, instynkt zdobywcy i on będzie się domagał zaspokojenia. Natomiast jest w tym wszystkim gdzieś granica, bo nie żyjemy wiecznie i poznajemy życie z różnych perspektyw. Z jednej strony poznawanie wielu kobiet daje niesamowite przeżycia i wspomnienia, z drugiej strony jeśli mielibyśmy zdecydować się, by zbudować z jedną kobietą coś jeszcze wspanialszego, to co w tym może pomóc najbardziej? Świadomość tego, że kobieta którą wybraliśmy jest relatywnie najlepszym wyborem jakiego mogliśmy dokonać. Natomiast żeby tak było, poprzednio musimy mieć naprawdę szeroki wybór kobiet które poznaliśmy w życiu.

Porównajmy dwa scenariusze: facet który poznał dwie czy trzy kobiety w życiu i z trzecią zdecydował, że się ożeni w wieku załóżmy dwudziestu trzech-czterech lat, albo młodziej. I drugi przypadek, jest facet w wieku trzydziestu pięciu lat, albo więcej. Facet który trochę kobiet w życiu poznał, poznał różne charaktery, poznał różne zachowania i tak dalej.. ten facet w pewnym momencie widzi, że koło charakterów kobiecych które może poznać się zamknęło. Więc z tego co poznał, co jest dostępne naokoło, może wybrać to, co mu najbardziej odpowiada. Ten facet będzie dużo bardziej zdecydowanym i konkretnym partnerem dla takiej kobiety. Dlatego że on już nie będzie miał potrzeby szukania dalej (albo aż takiej potrzeby). Podczas gdy pierwszy facet, ten dwudziestotrzyletni.. niestety natury nie oszukamy. Nie da się zagłuszyć instynktu zdobywcy i seksualnej potrzeby porównywania wrażeń. Może się zdarzyć, że wybór którego dokonał kiedyś sprawi, że facet poczuje się ograniczany i może zacząć swoją kobietę zdradzać, by poznać inne kobiety.

Więc jeśli facet miałby się decydować na małżeństwo, niech to będzie bardzo świadoma decyzja, poprzedzona dogłębnym zbadaniem tematu. Należało by odrzucić wszelkie skrajności takie jak syndrom Casanovy, czyli obsesyjne poznawanie nowych kobiet i wrażenie że nigdy nie jest dość. Nie wiem czy można mówić o tym jako o zaburzeniu, ale na pewno jest to związane z pewnymi brakami. Może to był ktoś, kto w dzieciństwie nie był kochany przez rodziców, albo czegoś mu brakuje w życiu, przez co musi ciągle i ciągle poznawać nowe kobiety. Mimo że kółko charakterów kobiecych które może poznać się już zamknęło, to ciągle to robi. Trzeba sobie zadać pytanie, co na koniec życia będzie dla nas najważniejsze. Szaleństwa młodości jak najbardziej, ale przychodzi czas na rzeczy które definiują naszą męską wartość w inny sposób. I takie rzeczy warto planować z dużym wyprzedzeniem, bo życie chwilą jest fajne, ale jak zmieni się scenariusz może się okazać że obudzimy się z przysłowiową ręką w nocniku.

D: Na czym więc tak konkretnie polega według Ciebie proces uwodzenia? Chodzi mi o to, co jest istotą tego procesu i na jakich poziomach to się rozgrywa, jakie procesy składowe zachodzą.

T: Lubię mówić przez metafory… jak Michał Anioł wyrzeźbił posąg Dawida, wszyscy go pytali, jak udało mu się stworzyć tak doskonałą rzeźbę. Odpowiedział „wziąłem skałę i powoli odrzucałem z niej to, co nie jest Dawidem” – w ten sposób powstał posąg. Na proces uwodzenia należy spojrzeć w podobny sposób – matka natura już się zatroszczyła o proces uwodzenia sam w sobie. Należy spojrzeć tak, by dostrzec sedno które w tym drzemie, po kolei odrzucając to, czym uwodzenie nie jest. W czystej postaci jest to po prostu proces przyciągania się pomiędzy płciami. Proces z którego może wyniknąć kilka różnych scenariuszy. Może być jednonocna przygoda, może być dłuższa znajomość, może być małżeństwo. O tym już ludzie sami decydują w zależności od tego, jak siebie nawzajem postrzegają.

Na konkretnego faceta będzie reagowała pewna część spośród ogółu kobiet, które są wokół niego – i to są wyłącznie naturalne procesy. Szanując fakt, że w czystej postaci jest to prostu przyciąganie pomiędzy płciami, trzeba się skupić na swoich cechach, na rozwijaniu siebie, najlepszej wersji siebie, bądź też na umiejętności najzwyczajniejszego sprzedania siebie. Na jednym ze szkoleń na których ostatnio byłem usłyszałem takie pytanie „Jak myślicie, dlaczego ludzie są samotni? Dlaczego są nieszczęśliwi i nie mogą znaleźć partnera?” I odpowiedź jest prosta – „Bo nie umieją sprzedać siebie”.

Więc uwodzenie jest niezwykle prostym procesem. To my go komplikujemy myśląc o tym, czy jesteśmy dość przystojni, czy jesteśmy godni, myśląc „co ona sobie pomyśli?” i wiele innych rzeczy. Trzeba się po prostu skupić na tym, co jest ważne. Co jest ważne? To że taki proces istnieje. Świadomość że pewien procent kobiet z automatu będzie na mnie reagować. Ten procent będzie większy, jeśli ja będę rozwijał swoją osobowość i to kim jestem. Bo to jest też definicja misji życia każdego z nas – żeby się rozwijać.

D: I Ostatnie pytanie – jakie jest Twoje przesłanie do mężczyzn?

T: Możesz więcej, niż Ci się wydawało że możesz. I to jest pewne, nie ma nad tym znaku zapytania. Potrzebujesz do tego możliwie najlepszych wzorców. Trzeba podążać za swoimi marzeniami. Jeżeli w pewnym momencie swojego życia przestałeś marzyć i skupiłeś się na szarej rzeczywistości, to możesz winić tylko siebie. Kogokolwiek pytałem z ludzi sukcesu, czy to ludzi którzy mieli wiele kobiet w życiu, czy osoby które w biznesie były bardzo rozwinięte, wszyscy jednogłośnie twierdzili „a bo ja byłem takim marzycielem”. Mówią – ja marzyłem o tym, że już jestem (i to ważne – „już jestem”) kimś kto cieszy się dużym powodzeniem, kto w biznesie zdobywa szczyty, kto rozwija organizację. Nawet kwestie posiadania – ktoś marzył o naprawdę pięknym samochodzie i rozwinął biznes, by po prostu móc sobie takie rzeczy kupić. To co ich prowadziło, to są marzenia. To, plus konsekwencja której często nam brakuje, plus odwołanie się do najbardziej podstawowych męskich wartości, do elementów męskiej tożsamości, to jest moim zdaniem recepta na sukces.

D: Dziękuję za rozmowę.

T: Dziękuję.


Jeśli tematyka Was zainteresowała, to Tomka (Tupaka) możecie bliżej poznać na jego stronie Ballsrevolution.pl – polecam zapoznanie się z artykułami.

5.00 avg. rating (100% score) - 5 votes